RSS
 

Hunter II: Bloodlust ~Sin Rozdział XXXIX: Założyciele o dziwnych zdolnościach -Tannerowie-

20 cze
0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

-… i jedną „Krwawą Mary”- rzucił Paul wracając do nas.
Czekając na zamówienie rozmawialiśmy o ostatnich wydarzeniach, ukradkiem obserwując stolik z dziewiątką.
-Szczury cały czas obserwują „Piwnicę”.- Zauważył Vincent.- Tamci od jakiegoś czasu zdali się na „Szaszłyk”; ale chyba nie do końca jej ufają. Seth i Miecio śledzili tego drugiego; ale ten… W szczerym polu nagle rozpłynął się w powietrzu. Po prostu zniknął- powiedział z zaskoczeniem Rodriguez.
Słowa „Piwnica” i „Szaszłyk” odnosiły się do podziemia pijawek i Silvii Edge. Ostatnio staliśmy się bardzo ostrożni i rozmawialiśmy szyfrem; używając słów-kluczy.
-W mieście za szybko się uspokoiło- zauważył z namysłem Michael.
-Policja obiera sobie na cel ludzi wyglądających najbardziej podejrzanie- Oznajmił Paul zajmując miejsce przy stoliku.- Kilku policjantów ostatnio zginęło w niewyjaśnionych okolicznościach, więc niektórzy chodzą ubrani po cywilnemu.. Oni chyba nie do końca wiedzą, co jest grane i  się boją.- Dodał zamyślony.
-Nic nowego. Nie wiedzą, z czym mają do czynienia; a gdyby dowiedzieli się prawdy od kogoś postronnego.. Prawdopodobnie wysłaliby tego kogoś do wariatkowa- odpowiedziałam wzruszając ramionami. Dziękując  kelnerowi za drinka dostrzegłam, że ten przygląda mi się z wyraźnym zainteresowaniem. Odchodząc  wręcz pożerał mnie wzrokiem. -Coś z nim nie tak czy, co?- Zapytał wolno Paul mierząc oddalającego się kelnera podejrzliwym wzrokiem.
-Nie wiem; ale zaczyna mi się to nie podobać…- odezwał się Michael.
Nagły dźwięk SMS-a sprawił, że oboje z Michaelem podskoczyliśmy.
Od: Angello.
Chłopaki szykują świąteczne ognisko tam, gdzie zawsze. Zamierzamy sprowokować Rządowych. Wchodzisz w to?

-Tam; gdzie zawsze?- Spytał Michael zdziwiony.
-Na drugim brzegu rzeki w pobliżu Nawiedzonej Farmy- wyjaśniłam odpisując jedno słowo:
Do: Angello.
Wchodzę.

-Ciekawe, co wymyślili…- Zauważyłam z drapieżnym uśmiechem.
-Na pewno będzie extra- odparł ku naszemu zdziwieniu Paul, popijając sok.
-Ty coś wiesz..- Stwierdził Michael przyglądając mu się.
-To tylko przeczucie, nic więcej- odpowiedział Paul spokojnie odwzajemniając wzrok zielonych tęczówek.
-Te twoje przeczucia zaczynają mnie trochę przerażać; brachu- powiedział z niepokojem Vincent.
-Coś mi się zdaje, że te „moje przeczucia” uratują ci kiedyś tyłek; Rodriguez- odparł Paul lekkim tonem. Widząc, że niezbyt nas to uspokoiło; dodał z kojącym uśmiechem- nie musicie się tym tak przejmować; poradzę sobie. Naprawdę- zapewnił.
-Mam taką nadzieję; Tanner..- Odezwałam się wolno.
Chłopak spojrzał na mnie zza szklanki i zrobił głupią minę, żeby nas rozbawić.
-Powrót „Klauna”?- Spytał Michael z kpiną.
-Przynajmniej próbowałem- odparł wzruszając ramionami z rezygnacją.
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
Pojechaliśmy z Vincentem odwiedzić Tori.
-Dzień dobry- rzuciliśmy; gdy otworzyła nam matka Tori.
-Dobry; Tori jest na górze- rzuciła ciepło, zapraszając nas do środka.
-Czym tym razem w ciebie rzuci?- Spytał z przekąsem Paul Vincenta.
-Oby czymś lekkim- westchnął Rodriguez wznosząc oczy ku sufitowi.
-Cześć; Miles- przygotowana na jakiś pocisk wystawiłam rękę i pochwyciłam paczkę krakersów o włos od swojej twarzy.
-Przepraszam; Raven- rzuciła, unosząc wzrok znad książki uśmiechnęła się niewinnie.
-Dobrze, że nie szedłeś pierwszy- zarechotał Michael szturchając Rodrigueza.- Siemka, Tori. Jak się czujesz?- Spytał.
-Mam dość tego leżenia i obżerania się- odparła Tori trochę naburmuszona siadając na łóżku.
-Wyglądasz kwitnąco- Rzucił Paul klepiąc ją po ramieniu.
-Jak na słonicę- Odparła szatynka; szturchając Paula, przewróciła oczami.- Jestem jędzą, bo okropnie się nudzę- powiedziała wolno.
-Mnie się wydaje, że jesteś milsza, niż zwykle- odparłam ze śmiechem.
-Milsza..? Brałaś coś..?- Zarechotała Tori i złapała się za brzuch.- O, w mordkę…- westchnęła ze zmęczeniem; dźwigając się z łóżka. Vincent podszedł, by ją w razie czego asekurować.- Jak miło wstać chociaż na chwilę..- westchnęła z uciechą; spoglądając niechętnie na łóżko.- Jak wrócę opowiecie mi, co w szkole piszczy. Z detalami- rzuciła uśmiechnięta od ucha do ucha wychodząc na chwilę z pokoju.
-Obudziła się w wyjątkowo dobrym humorze, nie?- Spytałam.
-Zdążyłem się przyzwyczaić do jej małych napadów złośliwości; więc to miła odmiana- odparł Vincent z błyskiem w oku.
Tori wróciła i jak zahipnotyzowana ruszyła w stronę kartonu z mlekiem waniliowym. Wyglądała przy tym; jak wygłodniałe zombie.
-Włączył się tryb odkurzacza- rzucił Michael do Vincenta.
-Teraz bardziej by mnie niepokoiło; gdyby nie jadła..- stwierdził śniadolicy z lekkim uśmiechem.
-Dzięki Vincent, że widzisz mnie jako olbrzymiego wieloryba- rzuciła nadąsana szatynka wyciągając kartonik mleka i jakieś owoce. Powoli wróciła do łóżka.
-Przecież wiesz; że nigdy nie nazwałbym cię wielorybem, Tori- westchnął Rodriguez.
-Taa; jasne- rzuciła z ironicznym grymasem.- Myślisz, że nie zauważyłam tego twojego wzroku…?
-Jakiego wzroku; o co ci chodzi?- Zapytał zaskoczony Vincent.
-”Idzie mój wielki wieloryb”- Tori wyszczerzyła zęby w wesołym uśmiechu; chichotając.- Ale mieliście mi powiedzieć, co się w szkole dzieje..- uśmiechnięta pocałowała Vincenta.
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
-Zabieraj te brudne łapy od mojej córki; ścierwo!
Budzę się w aucie Paula. Stoimy na poboczu drogi na obrzeżach miasta. Widocznie musiałam się skimnąć. Michael przygląda mi się.
-Gadałam przez sen?- Spytałam powoli, nieco zdziwiona ich minami.
-To już było naprawdę mega dziwne…- Zauważył Vincent przypatrując mi się.
-Co to w ogóle za język, Raven?- Spytał Paul, puszczając nagranie z telefonu.
Przymknęłam na chwilę oczy wsłuchując się w warkot co jakiś czas przerywany słowami.
-Chyba tego nie powiedziałam..?- Zaczęłam, przez chwilę zszokowana. Powiodłam zaniepokojonymi oczami po chłopakach.- Naprawdę? Na serio to powiedziałam??
-Powiesz wreszcie o co w tym wszystkim chodzi; Raven?- Zapytał niecierpliwie Paul.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
 

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×